Opowiadanie Halloweenowe ;3 ~relacje z mojego Halloweenu ;3

niedziela, listopada 02, 2014

Konbanwa ;3

Dzisiaj w mojim poście znajdzie się opowiadanie o mojej postaci, którą sama stworzyłam i za którą się przebrałam na tego roczny Halloween, przygotowania kostiumu były ciężkie, wiec od razu mówię, że opowiadanie nie jest najlepsze, a i tak jest długie. Miało to być wszystko szczegółowiej opisane i wgl miało być więcej dialogów i opisów, ale po prostu zabrakło mi na to czasu, a nie chciała za bardzo z tym zwlekać chociaż i tak planowałam opublikować to rano 31 października, ale musiałam iść do szkoły, a potem pochłonęły mnie wykończenia kostiumu i tego wszystkiego, wiec wyszło jak wyszło, nie jest najgorzej, ale mogło być lepiej.

Dobra już nie przedłużam. Dodam jeaszcze tylko, że może za jakiś czas zrobię rysunki kilku tych wymyślonych postaci i umieszczę je na blogu, ale jak na razie musicie się zadowolić tym co jest xd
Zapraszam do czytania ;3

Historia Hikaru De Violin, młodego francuskiego chłopca, obecnie ducha.
 Kiedyś we Francji a dokładniej w Paryżu żyła sobie szlachecka rodzina De Violin. Jednak nie była to typowa rodzina francuska, ponieważ żona hrabiego De Violin była Japonką. Byli szczęśliwym małżeństwem, byli bardzo szanowani w całym Paryżu. Mieli syna, którego bardzo kochali. Młody hrabia ze względów na pochodzenie matki chłopca, nazywał się Hikaru. Hikaru De Violin był bardzo delikatny, nie tylko pod względem charakteru, ale też wyglądu, od dziecka wyglądał jak mała laleczka, zdażyło się że kiedy rodzice brali go jako małego chłopca na spacery, czy jakieś bale to mylono go z dziewczynką. Hikaru miał zielonkawo-szare włosy, jasne oczy i bladą cerę. W dzieciństwie był bardzo wesołym chłopcem, często jednak marudził rodzicom, że nie ma się z kim bawić, jednak jego rodzice nie mogli mieć więcej dzieci, bardzo ich to smuciło, szczególnie jak patrzyli na samotne zabawy Hikaru, który wymyślał sobie przyjaciół, wyobrażał sobie towarzyszy zabaw i rozmawiał z nimi co też troszkę niepokoiło rodzinę. Mały hrabia często bywał sam, zajmowała się nim służba pracująca dla rodziny w ich posiadłości, rzadko spędzał czas z rodzicami chociaż oni bardzo się starali opiekować się nim jak najlepiej potrafili. Czasami zabierali go na specery, czy jakieś spotkania, bale, bankiety. Pewnego dnia rodzicom udało się zabrać małego Hikaru do parku, żeby razem spędzić trochę czasu. Chłopiec bardzo lubił chodzić na spacery do lasu lub do parku, lubił być blisko natury, podziwiać przyrodę i ganiać między drzewami. Kiedy mały Hikaru biegał po parku oddalił się trochę od rodziców, ale po chwili zauważył, że coś porusza się w krzakach. Na początku myślał, że to jakieś zwierzątko, ale jednak troszkę się bał tam podejść. Jego dziecienca ciekawość wygrała, podszedł do krzewu.
-Bonjour... ktoś tam jest ?-zapytał cicho, bo wiedział, że zwierze mu i tak nie odpowie, ale myślał, że wyjdzie z krzaków słysząc ludzki głos, jednak ku jego zdziwieniu uzyskał odpowiedź.
-Bonjour.- ktoś odpowiedział nieśmiało.
-Kim jesteś ? możesz wyjść? - ciekawość zrzerała młodego hrabiego. Po chwili z krzaków wyszedł chłopiec w podobnym wieku. Miał blond włosy, jasną cerę i ciemne oczy. Był troszkę zaniedbany i lekko brudny, ale Hikaru to nie zniechęciło.
-Nazywam się Hikaru, mam 5 lat, a ty ? - powiedział z uśmiechem i wyciągnął dłoń w jego kierunku.
-Ja... nazywam się ... Vincent i mam już prawie 6 lat.- mówił nieśmiało ze spuszczoną głową.
-Miło mi Cię poznać, masz ładne imię, czemu jesteś smutny? - próbował spojrzeć mu w oczy, ale utrudniała mu to spuszczona głowa blondynka.
-Bo tak ! - odburknął.
-No nie bądź smutny, podnieś głowę, chcesz się ze mną pobawić ? - Hikaru zadał kolejne pytanie, cieszył się że znalazł kogoś do zabawy.
-Pobawić ? dawno się z nikim nie bawiłem.- uniusł lekko głowę
-To się pobawisz ze mną, też zawsze bawię się sam, więc razem może być fajnie.- uśmiechnął się i złapał Vincenta za rękę. Biegali razem po parku, śmiali się, mały blondyn nie był już smutny, aż do pewnego momentu.
-Vincent. Gdzie są twoi rodzice? - spytał Hikaru.
-Moi rodzice... moich rodziców już nie ma ... - Vincent bardzo posmutniał.
- Jak to ich nie ma ? nie rozumiem... - chłopiec poczuł się zakłopotany.
-Nie ma ich, odeszli, zostawili mnie ... samego... na pastwę losu... nie mam domu, nie mam co jeść... - Vincent zaczął płakać.
-Nie płacz.- Hikaru przytulił go. Blondyn nie wiedział co powiedzieć, cały czas płakał, ale w ramionach chłopca czuł się lepiej, poczuł jakąś więź między sobą, a nim, mimo że znali się zaledwie chwilę.
-Boję się, nie chcę być już sam... - ocierał łzy.
-Chyba mam pomysł jak ci w tym pomóc. Cieszę się że cię poznałem, a ty się cieszysz?- spytał grzecznie.
-Pewnie, że się cieszę, ale ... - nie skończył mówić.
-Patrz Vincencie, moi rodzice. Maman ! Papa! - złapał Vincenta za rękę i pobiegł w stronę rodziców.
-Hikaru, gdzie mnie ciągniesz! - krzyknął blondyn.
-Zobaczysz, zobaczysz, że już nie będziesz sam, skoro cieszysz się że mnie spotkałeś, to pomyśl, że jak mó plan się uda to będziemy mogli bawić się cały czas, zaufaj mi ... bracie. - uśmiechnął się mały hrabia.
-Bracie ? cały czas? - Vincent był bardzo zdezorientowany, nie wiedział co ma robić, postanowił jednak zaufać koledze.
- Maman ! Papa! to jest Vincent, nie ma nikogo, jest sam, biedny, głodny i samotyn, a ja zawsze chciałem mieć braciszka, bo nie mam się z kim bawić, może on zostać moim bratem ? - zapytał prosto z mostu.
- Synku, to nie jest takie porste jak ci się wydaje, nie znasz tego chłopca, nie możesz go traktować jak zabawkę, nie możesz tak po prostu zabrać go do domu, wiemy z mamą, że chcesz dobrze, nam też szkoda bezdomnych dzieci, ale co będzie jak przestaniesz go lubić? pomyśl trochę Hikaru.- Ojciec poklepał syna po głowie.
- Nie przestanę, nie zostawię go tutaj samgo... proszę, proszę, proszę, proszę !! - oboje z Vincentem byli ju blisko płaczu.
Ostatecznie, po długiej dyskusji rodzice zgodzili się na przygarnięcie chłopca, zabrali go do swojej posiadłości, nakarmili go, umyli, dali czyste ubrania, a mały blondynek opowiedział im całą historię swojgo dotychczasowego życia. I tak Vincent stał się prawowitym członkiem rodziny De Violin. Pan i Pani De Vilin na początku podchodzili sceptycznie do Vincenat, tym bardziej, że ich syn Hikaru miał wiele talentów, szybko uczył się języków, matka uczyła go Japońskiego, ale też wynajęli nauczyciela od języka angielskiego i niemieckiego. Vincent też razem z bratem uczęśzczał na te lekcje, ale troszkę wolniej się uczył. Hikaru miał też wiele talentów artystycznych, natomiast Vincent niczym się nie chwalił, ale po mimo tego po pewnym czasie stał się równie kochanym synkiem państwa De Violin. Razem z Hikaru byli bardzo szczęśliwi, często razem się bawili, chodzili na specery. Kochali się jak bracia po mimo tego, że wcale nimi nie byli. Razem dorastali i wyrośli na wspaniałych młodzieńców. Oboje byli bardzo delikatni i uroczy. Jednak w Hikaru przejawiała się też delikatna uroda azjatycka. Vincent może był typowym francuzem, ale jednak też był bardzo ślicznym chłopakiem.
Kiedy byli już prawie dorośli wychodzili już sami na spacery, ale jednak nadal lubieli biegać po lesie jak szaleni, śpiewać piosenki i wariować na łonie natury. Pewnego dnia kiedy to właśnie spędzali popołudnie biegając po lesie nieświadomi niczego spotkało ich coś dziwnego. Usłyszeli piękny śpiew dobiegający gdzieś z środku lasu. Postanowili za nim podążać. Szli bardzo długo, ale nie odpuszczali, szli tak aż do wieczora, ale dostarli do miesca z którego wydobywał się anielski, dziewczency głos. Nie mogli uwierzyć w to co zobaczyli. Na uciętym pniu drzewa siedziała piękna dziewczyna, jednak to nie była zwyczajna kobieta, był to elf. Przysłuchiwali się jej przez jakiś czas i przyglądali. W dzieciństwie słyszeli wiele legend o elfach, ale nie przypuszczali, że to może być prawda. Chcieli tylko jej się dokładnie przyjżeć i potem oddalić się spokojnie żeby jej nie zpłoszyć, bo bali się reakcji elfa, jednak zdradziło ich kichnięcie Vincenta.
-Kto tu jest !?- elf zaczął się rozglądać. Widać że była lekko spanikowana kiedy dostrzegła młodych hrabiów.
-Przepraszamy, nie chcieliśmy cię spłoszyć, przechodziliśmy tylko i usłyszeliśmy jak śpiewasz... masz bardzo ładny głos. - powiedział Hikaru troszkę zakłopotany.
-Czuję, że nie macie złych zamiarów.- uśmiechnęła się.
-Jak to czujesz ?- zapytał Vincent lekko zdziwiony.
-My elfy potrafimy wyczuć różne emocje i inne żeczy, potrafimy też przepowaidać przyszłość, jednak ja nie jestem w tym jeszcze zbyt dobra. - mówiła z uśmiechem.
-Oj, ale jesteśmy niewychowani braciszku.- zaśmiał się Hikaru. Był odważniejszy od brata.
-Nazywam się Hikaru.- dodał.
-Ja jestem Vincent.- przedstawił się blondyn.
-Miło was poznać chłopcy. Ja jestem Oriane.- przedstawiła się i podeszła do nich bliżej, kładąć im ręce na głowach.
- Widzę że jesteście ze szklacheckiej rodziny... i też że tak naprawdę nie jesteście braćmi, ale bardzo się kochać... - dodała i po chwili zamilkła, a do tego posmutniała.
-Coś nie tak ? - spytał zaniepokojony Hikaru.
-Tak, nie będziecie zadowoleni po powrocie do domu, najlepiej już idźcie, bardzo mi przykro przyjaciele... jeśli będziecie czegoś potrzebować wypowiedzcie 2 razy moje imię. - powiedziała szybko z wielkim niepokojem i zniknęła.
Chłopcy szybko ruszyli w stronę domu, nie wiedzieli co się dzieje, o co chodziło Oriane. Droga do domu była dość długa, robiło się coraz ciemniej, a ich ogarniał coraz większy niepokój i słusznie. To co zobaczyli na miejscu zwaliło ich z nóg, zamurowało ich, samoczynnie popłynęły im łzy z oczu, serce waliło jak szalone. Ich posiadłość płonęła, wszędzie był ogień, przeciskając się przez gromadę ludzi widzieli jak płonie ich jedyne miejsce na świecie, ale to nie koniec tragedii. Posiadłość spłonęła razem z rodzicami Hikaru i Vincenta. Kiedy chłópcy się o tym dowiedzieli poczuli bardzo dziwne uczucie, ogarnął ich wielki smutek, czuli jak by ich serca przestały bić, stracili sens życia, nie wiedzieli co mają robić, ludzi patrzyli na chłopców ze współczuciem pomimo że byli już prawie dorośli nie umieli sobie z tym poradzić. Po chwili płaczu Hikaru złapał Vincenta za rękę i zaczęli uciekać, wedługo Hikaru było to najlepsze rozwiązanie z tej sytuacji, nie miał siły już się temu przyglądać.
-Hikaru ! gdzie biegniemy !?- krzyczał ocierając łzy.
-Nie wiem, gdzie kolwiek, jak najdalej stąd ! Nie chcę na to patrzeć, nie mogę znieść mysli, że nie mam już rodziców ! Nie mam już nic ! - wpadł w rozpacz.
-Zatrzymaj się ! - rozkazał mu blondyn, a Hikaru grzecznie stanął. Vincent mocno przytulił brata.
-Czemu kazałeś mi stanąć?-zapyta cicho ciągle płacząc.
-Chcę Ci udowodnić, że nie straciłeś wszystkiego, zostałem Ci jeszcze ja i obiecuję, że nie odejdę .- płakał razem z bratem. Oboje nie wiedzieli co mają robić, nie mają już domu i musieli noc spędzić na ulicy. Siedzieli skuleni, smutni w jakieś ślepiej uliczce, próbowali obmyśleć jak wykąbinować coś do jedzenia i gdzie spać. Vincent jako dziecko spał już na dworze, ale dziecku łatwiej sie schować. Ich rozmowę zakłuciła grupka nieprzyjemnych typów, widać było że tak łatwo nie odpuszczą. Zaczęli coś do nich krzyczeć. Vincent grzecznie im powiedział żeby sobie poszli, ale oni zamiast odejść złapali go za ubranie i zaczęli bić. Hikaru bał się że mu coś zrobią, zaczął krzyczeć i próbował ich szarpać i odciągnąć od brata, ale to wszystko na nic. Hikaru był za słaby, niestety ulica to nie miejsce dla delikatnych, arystokrackich chłopców. Hikaru nie poddawał się, ale jeden ze zbirów odepchnął go tak mocno, że uderzając się w głowę chłopak stracił przytomność. Obudził się dopiero rano. Strasznie bolała go głowa, na szczęście tych facetów już nie było. Kiedy jego wzrok doszedł do normy zobaczył Vinceta całego we krwi. Chwiejnym krokiem podszedł do niego, ale było już zapóźno. Blondyn był już zimny. Hikaru spanikował już całkiem, przytulił jego zimne ciało i płakał.
-Nie rozumiem... nic nie rozumiem, najpierw straciłem rodziców, a teraz Ciebie... byłeś moją jedyną nadzieję, obiecałeś że mnie nie zostawisz słyszysz ! dlaczego, dlaczego, dlaczego !! - od cichego szlochu wypowiedź młodego hrabiego przerodziła się rozpaczliwy krzyk, nie miał pojęcia co zrobić, nie miał nic, był głodny i zmarznięty. Postanowił prosić ludzi o pomoc jednak nikt mu nie pomógł. Ludzie tak jakby zapomnieli kim jest.
-Dlaczego nikt mi nie chce pomóc, jestem hrabią, powinni mi pomóc no ! zawsze jak chodziłem ulicą z rodzicami ... wszyscy byli dla nas mili, czyżby o mnie zapomnieli ?- mówił sam do siebie. Z jego policzków spływały łzy. Głodny wrócił do martwego Vincenta i wtedy przypomniał sobie o Oriane. Przypomniał sobie o tym co mówiła i o tym że pomoże jak wypowie się dwókrotnie jej imię. Hikaru tak zrobił a na miescu pojawił się elf Oriane.
-Oriane pomóż mi proszę, możesz go wskrzesić ? zrób cokolwiek ! nie chcę być sam ! - panikował chłopak.
-Hikaru, wiele przeszedłeś przez te dwa dni, strasznie mi przykro. - przytuliła go i próbowała uspokoić.
-Powiedz, że możesz co zrobić, proszę ... - spojrzał na nią zaszklonymi oczami od łez.
-Nie mogę go wskrzesić, ale potrafię przeminić jego duszę w coś innego, będzie porzy tobie tylko w innej postaci. - wyjaśniła mu elfka.
-Niech będzie, cokolwiek, proszę ... - ciągle płakał.
Orane wyciągnęła magiczny proszek, posypała nim ciało Vincenta i wypowiadała jakieś dziwne słowa. Hikaru przyglądał się z niedowierzaniem. Kied skończyła, w miejscu gdzie leżał Vincent pojawiła się maskotka. Był to biały króliczke. Nie wyglądał zyt przytulnie, ale to był jego brat. Wziął go na ręcę, a moskotka przemówiła głosem Vincenta i zaczełą się poruszać. Hikaru uśmiechnął się, ale już nie powróciła jego dawna radość. Chciał podziękować Oriane za tą pomoc, ale nie zdążył, bo jej już nie było.
Po jakimś czasie mając dość głodu Hikaru postanowił, że poszuka pracy, niestety nikt go nie chciał, dopiero kiedy spytał we Francuskim cyrku znalazł swoje miejsce. Nie była to praca godan Hrabiego, usługiwał cyrkowacom, ale przynajmniej miał co jeść i gdzie spać. Ekipa cyrkowa niestety nie była miła, wysmiewali chłopaka że chodzi z maskotką i rozmawia z nią. Chcieli mu zabrać królika, ale on na nich naskoczył. Wtedy oni za karę zamknęli go w starym magazynie cyrkowym, gdzie znajdowały się tylko stare rekwizyty jak i marionetki. Hikaru był tam zamknięty przez kilka dni, jedzenie dostawał raz dziennie i to nie najlepszej jakości. W środku było ciemno, na szczęście miał Vincenta . Zaciekawiły go te stare marionetki, kilka z nich naprawił i robił przedstawienia dla Vincenta, żeby umilić czas. Któryś z cyrkowców zauważył jak on sprawnie sobie radzi z lalkami i fajne historyjki wymyśla na poczekaniu. Opowiedział to innym i tak Hikaru został wcielony do grupy cyrkowej jako pajacyk robiący pokazy marionetek. Dali mu kostium i zrobili makijaż. Hikaru przedstawiał w teatrzyku marionetek różne histroie, przeważnie smutne, ale ludzią się to podobało. Hikaru już nie był tym samym chłopakiem co kiedyś, nie był już taki wesoły, zamknął się w sobie i rzadko się uśmiechał, tylko wtedy jak rozmawiał z Vincentem w postaci królika. Jednak zdażyło się coś złego. Kolejny raz. Kiedy Hikaru rano się obudził zobaczył, że nie ma Vincenta. Przestaszył się jednak w głowie usłyszeł jego głos. Szybko wstał, ubrał się i poszedł za głosem. Dotarł do lasu, zobaczył Vincenta wiszącego na drzewie. Szybko do niego podbiegł i ściągnął z gałęzi, jednak królik już do niego nie przemawiał.
-Vincent ! odezwij się proszę ...- krzyknął, a w tym czasie poczuł ostry ból i upadł na ziemie. Hikaru został postrzelony przez osobę z cyrku, która porwała Vincenta i zabiła jego drugie wcielenie. Hikaru jeszcze żył, przywiązano go do drzewa i zaczęto bić, aż do krwi. Hikaru przeszedł przez wiele tortur, ale ciągle trzymał królika przy sobie, aż do momentu, w którym sam umarł. Zakatowano go na śmierć.

Teraz jednak duch Hikaru z królikiem Vincentem błąka się po ziemi. Mieszka w ruinach swojej posiadłości. Wychodząć w nocy jego duch zamordował osoby, które zrobiły mu krzywdę. Jego obecna postać nie przyomina jednak Voncenta z przed śmierci rodziców, lecz już teog ponurego, który rzadko się śmieje. Ciągle ma przy sobie ducha Vincenta w postaci królika i razem chodzą po mieście mordując i przśladując osoby, które są nie miłe dla innych, bezwzględne i nie okazują współczucia innym, krzywdzi ludzi nietolerancyjnych i tych którzy nie szanują życia innych. Hikaru nie jest tak do końca bezlitosnym duchem. Potrafi też pomagć, ale tylko tym którzy według niego zasłużyli. Opiekuje się też zwierzętami. Czasami też z Vincentem bawią się robiąc innym psikusy, ale tylko w jedną noc w roku jaką jest noc Halloweenowa. Tak normalnie Hikaru  jest ponurym duchem i często morduje. Widok krwi ofiary uspokaja go, bo wie, że ten ktoś już nikogo nie skrzywdzi.

KONIEC

Najbardziej nie podoba mi się zakończenie mojej historii, ale na to miałam najmniej czasu. Mam nadzieję, że jednak da się to czytać i nie jest zbyt nudne, ani niezrozumiałe. Przy okazji przepraszam za błędy o ile jakieś się wkradły ;3 nie hejtować, z góry dzięki ;*


A teraz troszkę moich zdjęć Halloweenowych ;)

Jestem Hikaru ^^
To białe to maskotka Vincent tylko akurat tutaj troszkę opadła mu głowa ;3

Sayuu była Nue z Touhou ;3




Przepraszam za jakość zdjęc szczególnie tego ostatniego, ale to zdjęcie jest tylko do bliższej prezentacji Vincenta <3

Nocka u Sayuu, najlepszy Halloween ;* pozdrawiam <3 

No więc tak wygląda Hikaru z opowiadania, chociaż troszkę miał być inny makijaż i fryzura mi oklapła, ale jak zrobię ryzunek to napewno dodam na blogu ;)

A przy okazji pokazałam wam Nue w wersji Sayuu ;) mam nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko tym zdjęciom ;3 

Na dzisiaj to tyle  już przygotowuję dla was ulubieńców października więc niedługo się pojawią ^^ 

bye i dobranoc ;*


You Might Also Like

0 komentarze