Birezonans ~ moja przygoda z medycyną niekonwencjonalną

poniedziałek, kwietnia 25, 2016


Konban wa minna ! 

Tak na początek mam dla was piosenkę, która od bardzo dawna jest w mojej głowie i sercu, wiele dla mnie znaczy, a przy okazji gatunkiem muzyki chcę nawiązać do mojego prawdziwego ja, bo po blogu widać tylko część, widać tą moją uroczę stronę, a tak oprócz słodkości jestem ... no właśnie nie wiem kim jestem niby gotką, ale też nie do końca. Jestem mieszanką tego co mroczne i słodkie... można tak ? widocznie można. 
 

Przepraszam za taki dziwny wstęp, ale nie mogłam się powstrzymać. Wiem, że nie pierwszy raz piszę o tym, że w stosunku do mojej osoby pozory mylą i sama jestem niekonwencjonalna jeśli tak to można ująć :) 

W ankiecie zdecydowaliście, że post o biorezonansie was interesuje, więc dzisiejszy post będzie właśnie o tym. Na początek chcę wyjaśnić co to takiego.

BIOREZONANS   
Jak już wspomniałam jest to związane z medycyną niekonwencjonalną, czyli tak naprawdę nie można tego nazwać medycyną. Niekonwencjonalny to najprościej tłumacząc wykraczający poza jakieś standardy. (Stąd też to moje rozważanie na początku). Leczenie biorezonansem jest nowszą wersją elektroakupunktury, która jest ulepszoną wersją tradycyjnej akupunktury (widzicie nie koniecznie odbiegam od tematyki bloga, bo przecież akupunktura wywodzi się z Azji czyż nie ?)
Jak działa urządzenie do badań? Do końca nie jest to jasne, są różne wersje, albo przyczepia się elektrody do pacjenta, albo muszą się znajdować po prostu w jego pobliżu. Po przez elektrody emitowane jest zmienne pole magnetyczne, które pozwala "namierzyć" chorobę. 
Częstotliwość tego pola magnetycznego ustala się na podstawie stanu obecnego pacjenta, czyli po przez rozmowę o dolegliwościach ustala się tak jakby obszar badania. 
Niestety jest to metoda, którą lekarze uznają za bezpodstawną (mimo że badanie wykonuje lekarz). 

Nie wiem czy coś wam ten opis zobrazował, ale może lepiej będzie jak opiszę jak wyglądało moje badanie. 

 
Zacznę od tego, że takie badanie w Polsce jest dostępne w niewielu miastach. Ja akurat miałam farta, że takie badanie jest możliwe do wykonania jest w Zielonej Górze. Mam blisko (tylko godzinka drogi). O badaniu usłyszałam od cioci i to ona umówiła nas na wizytę. Żeby się umówić wystarczy zadzwonić aby ustalić dokładny termin, który nam pasuje. Nie trzeba się rejestrować, ani nic (przynajmniej tak było w moim przypadku, nie wiem jak to by było w innym mieście). Wizyta umówiona, no więc czas jechać. Koszt wizyty w przypadku Zielonej Góry 150 zł po promocyjnej cenie za badanie całego ciała (jeśli by się chciało osobno to wyjdzie drożej, więc po co przepłacać jak za taką kwotę ma się "przeskanowane" całe ciało). Badanie zaczyna się od rozmowy "Co pani/panu dolega?" opowiada się o tym co boli, z cym ma się problem. Ja np. poszłam z problemem ciągłego zmęczenia i problemami hormonalnymi oraz z podejrzeniem cukrzycy, czyli z diagnozą lekarza, u którego obecnie się leczę. Po szczegółowej rozmowie (dzięki, której można ocenić obszar badania, czyli w moim przypadku układ hormonalny i powiązane z tym układy) czas na pierwszy etap badania, czyli krew. Lekarz pobiera kroplę krwi z palca (nic a nic nie boli jeśli kogoś by to zrażało, bo ja tam lubię jak mi pobierają krew). Lekarz obserwuje krew pod mikroskopem, a ty wszystko widzisz na ekranie telewizora. W moim przypadku krew nie jest w dobrym stanie. Drugi etap to to badanie z oka. Robione jest zdjęcie obu gałek. (Nawet nie wiedziałam że różne odcienie tęczówki oka lub jakieś smugi na niej mogą świadczyć o chorobach). No i ostatnie badanie to już przy użyciu tego całego urządzenia do biorezonansu. Jedną elektrodę musiałam trzymać w ręce, a drugą trzymał lekarz i dotykał mojego kciuka. Na komputerze zaznaczał jakie rzeczy musi sprawdzić. To badanie dotyczyło tego, czego nie toleruje mój organizm i w jakim stopniu. 
Po analizie krwi dostałam takie dwie kartki (przepraszam jeśli nie można się z nich rozczytać). Jest tutaj pozaznaczane z czym mam problem i co w moim organizmie nie działa jak powinno. Jest tego dość sporo, jak to zobaczyłam to aż się załamałam.


Tutaj są rzeczy, których mój organizm nie toleruje i w jakiej skali, czyli to co ma 20 i 30 powinnam unikać.

\A na koniec dostałam receptę i rozpisaną dietę. Ogólnie potwierdziło się to, że mam cukrzycę, na szczęście nie groźną, mam problemy z żołądkiem, a moje hormonalne problemy mogą być związane z tarczycą. Do tego w życiu mam za dużo stresu i przez to też są problemy z układem hormonalnym. Najgorsze jest to, że nie mogę się już opychać słodyczami. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że moja cukrzyca jest nie groźna i wystarczy po prostu racjonalne gospodarowanie cukrem (dodatkowo mój lekarz, u którego się leczę od dawna daje mi też leki na to, ale one są bardzo delikatne). Nie mogę też pić mleka krowiego (odpadają też produkty pochodne typu sery), pszenica też odpada, więc w sumie muszę zrezygnować z tego co najbardziej lubię. 

Oczywiście ze względu, że jest to medycyna niekonwencjonalna to nie trzeba w to wszystko wierzyć na 100% przynajmniej taka jest moja opinia. Jak na razie sama testuje tą diagnozę. Ale nie oszukujmy się, utrzymanie takiej diety jest drogie i bardzo ciężkie, Oczywiście będę bardziej zwracać uwagę na te produkty, których nie powinnam jeść, ale żeby nie jeść ich do końca życia już nigdy to raczej nie możliwe i też bez sensu. Zobaczymy jak to będzie i tak zdrowo się odżywiałam do tej pory i uprawianie sportu też dużo daje. Taka uwaga jeśli by komuś wpadło do głowy posiłkowanie się przepisaną mi dietą. Nie róbcie tego, ponieważ dieta z tej kartki jest dopasowana indywidualnie, czyli do mnie. Oczywiście jedzcie zdrowo, ale też z rozsądkiem ;) W sumie to takie badanie jest ciekawym doświadczeniem, ale też nie można mu wierzyć w 100% ale zawsze jest to jakieś ukierunkowanie w leczeniu. Tylko nie każdy lekarz będzie chciał brać pod uwagę diagnozę z tego badania i może nie dać skierowania na dokładniejsze badania. Pozostało tylko próbować, albo iść prywatnie. Ja leczę się prywatnie i przy następnej wizycie zapytam się o to badanie i czy skieruje mnie na dokładniejsze badania pod kątem tej diagnozy. 

Tak przy okazji mam do was pytanie. W większości socialmediach "przedstawiam się" jako Arisa Mello Kayahara. Kto oglądał anime Death Note wie kim jest Mello. Jest to moja postać numer 1, ponieważ oboje jesteśmy czekoladoholikami. Ja już nie mogę nim być, bo nie mogę jeść słodyczy w dużych ilościach. Potrzebuję zmienić to drugie imię z Mello na jakieś inne i mam z tym problem. Chcę żeby to było imię postaci z anime, która by do mnie pasowała z wyglądu, charakteru (obojętnie czy męska, czy damska postać) Jak na razie mam 3 opcje : Usagi, czyli królik po japoński, ponieważ uwielbiam króliki i nawet w nazwie bloga jest królik - banii (japońska wersja Banny), Haku - ponieważ kojarzy mi się z Haku z Naruto, a to jedna z moich ulubionych postaci. Też zastanawiam się nad Hinatą, bo dużo osób mi pisze, że jestem podobna i nakłaniają mnie do zrobienia jej cosplayu. Więc jakieś propozycje? Jeśli ktoś ma jakiś pomysł niech pisze. 

No post trochę chaotyczny, ale mam nadzieję, że się spodobał. Pozdrawiam ;3

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Bardzo ciekawy post! Zainteresowałaś mnie tematem medycyny niekonwencjonalnej i na pewno poczytam trochę na ten temat. Chętnie sama zrobiłabym sobie takie badania, jeśli można to tak nazwać.
    http://would-be-vikings.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo "badanie" jest ciekawym doświadczeniem, ale też jest ukierunkowanie mniej więcej problemu zdrowotnego, więc się opłaca. W sumie ja nawet nie mam skończonych 20 lat a już mam tyle problemów ze swoim organizmem mimo zdrowego trybu życia. Co prawda nie jest to pewne na 100 % ale zawsze coś ;)

      Usuń
  2. Poczytam o tym jeszcze trochę :D

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe co wyszłoby u mnie - trochę się boję bo ogólnie choruję na kilka rzeczy...
    Aa i też jestem takim "mieszańcem" :D hihi :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiadomo czy to co wyjdzie jest prawdą. Ja jak na razie jestem w fazie testów. Po dwóch tygodniach unikania tych wymienionych na kartce czynników, których podobno nie toleruję i życia według tej diety rozpisanej na kartce włączyłam te produkty z powrotem do diety i jak na razie nie czuję się gorzej. Ale może 2 tygodnie to za krótko, podejmę jeszcze jedną próbę testową i zobaczymy jak mój organizm zareaguje po kolejnych 2 tygodniach.
      "mieszańce" górą ! <3

      Usuń
  4. Jedna z moich ulubionych piosenek :3
    Bardzo ciekawy post, ale... ja jestem strasznym niedowiarkiem i nie wierzę nawet w to, co mówi mi lekarz rodzinny. Do tego mam jakąś awersję do zażywania leków i innych tego typu rzeczy. Dziwny człowiek ze mnie i na pewno ciężki przypadek pacjenta xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lekarzom nie ufam, bo już przeszłam przez wiele różnych "kuracji uzdrawiających" a przez to mam tylko wyniszczony organizm, ale leczenie dietą i witaminami nie powinno być złe, to prawie to samo co wizyta u dietetyka tylko że skutkiem zdrowotnym, a nie odchudzającym ;3

      Usuń