Autumn - Winter whole day rutine + free day

piątek, grudnia 16, 2016


Dzisiaj mam dla was moją rutynę całodniową i dodatkowo bonusik związany z tematem. Od razu przepraszam jeśli pojawią się błędy różnego typu, ponieważ piszę w ekstremalnych warunkach na nowym tablecie. To takie krótkie ogłoszenie z mojej strony, a teraz od razu do rzeczy, bo post będzie dość długi.
Zacznę od dnia zwykłego, który w większości spędzam w pracy.
Nauczyłam się ogólnie spać z maseczką na oczach i powiem, że świetna sprawa, lepiej się śpi, zdecydowanie. No więc tak. W zwykły "dzień roboczy" wstaję o godzinie 7.00. Do pracy mam na różne godziny, ale zawsze wstaję o jednej porze. Kiedy budzik dzwoni to wstaję tylko do toalety i wracam do łóżka, żeby wygodnie przejrzeć wszystkie social media. Zajmuje mi to 30 minut. Dopiero po tym wstaję już tak serio i idę do łazienki żeby umyć buzie w zimnej wodzie na pobudkę i nałożyć jakiś krem. Przeważnie jet to krem specjalny do cery trądzikowej . Mimo iż z trądziku się jako tako wyleczyłam to tam pojedyncze krostki się pojawią czasem i stosuję ten krem zapobiegawczo.
Potem czas na wypicie szklanki wody z miodem i z cytryną, którą przygotowuję wieczorem za nim pójdę spać i zaparzam herbatkę z czystka, która się długo parzy więc zdążę zapisać sobie plany na dzień i przeczytać kilka stron książki. Pijąc czystek przygotowuję sobie śniadanie do pracy i te, które sobie zjem w domku. Po wypiciu ziółek i przygotowaniu śniadań zaparzam sobie zieloną herbatkę. O godzinie 8.00 jestem w trakcie jedzenia śniadania i picia zielonej herbaty. Jak mam do pracy na 10.00 to po śniadaniu idę od razu do łazienki, a jak mam na 11.00 to jeszcze zdążę się np. pouczyć, albo poczytać, czy też zrobić coś innego.

Jakoś 40 - 50 minut przed wyjściem zaczynam się ogarniać. Idę do łazienki i najpierw myję twarz. Zaczynam od zwilżenia jej wodą, a później myję ją elektryczną szczoteczką i czarnym żelem do mycia twarzy z Avon. Następnie pryskam twarz tonikiem z ziaji i zabieram się za mycie zębów i płukanie ich specjalnym płynem. W tym czasie tonik się wchłania i mogę spokojnie nałożyć krem nawilżający - aloesowy. Czekając aż krem się wchłonie, ubieram się i po tym czasie mogę spokojnie nałożyć maść linomag. Wszystkie kosmetyki pojawiały się w ulubieńcach i też wiem, że powinno się najpierw nakładać kosmetyk lecznicy, a później zwykły pielęgnacyjny, jednak ja wolę to zrobić w odwrotnej kolejności ponieważ krem nawilżający szybciej się wchłania, a mi zależy na szybkości, ponieważ rano przed pracą nie ma czasu na to, żeby czekać pół godziny za nim każdy krem się wchłonie, ale uważam, że taka kolejność jest optymalna.
Później biorę się za makijaż. Na zdjęciu są kosmetyki, których używam do wykonania makijażu do pracy, musi być ładny i wyrazisty, ale nie mocny, czyli mój codzienny makijaż odpada. Zaczynam od kremu BB - Garnier. Nakładam go specjalną gąbeczką (coś w stylu beauty blendera). Następnie nakładam podkład i jeśli używam tego z L'Oreala to mieszam go z takim bardzo jasnym podkładem z chińczyka, o którym też było w któryś ulubieńcach, a jeśli wybieram ten z Rimmela to nie mieszam go z niczym ( więcej informacji na temat tego podkładu pojawi się w następnych ulubieńcach). Następnie idzie korektor - pod oczy, koło nosa i na miejsca gdzie akurat pojawił mi się pryszcz. Potem zabieram się do pudrowania i najpierw jest to zwykły puder z burjois, a później puder ryżowy (więcej informacji również w następnych ulubieńcach). Makijaż oczu - na górną i dolną powiekę nakładam biały cień, a później (zależnie od "nastoju" wzbogacam górną powiekę jakimś kolorkiem, a czasami też dolną lekko koloruję cieniami). Do pracy maluję delikatne kreski w stylu puppy eyes  tylko od środka oka.

Wygląda to mniej więcej tak, tylko dolna powieka jest pomalowana jeszcze delikatniej lub  nawet wcale. Po zrobieniu kresek, maluję rzęsy, ale tylko na górnej powiece i lekko maluję brwi. Czeszę włosy i już w sumie jestem gotowa do wyjścia, ale najpierw wychodzę tylko z psem na spacer, staram się z nim chodzić jak najwięcej, ale przed pracą nie mam na to czasu, więc to przeważni jest spacer ekspresowy - 10 minut. (jak mam dużo czasu to z Blackim robimy 30 minut spacerku, jak jest ciepło to godzinka ). Odprowadzam psa do domu, zabieram potrzebne rzeczy i wychodzę. Droga do pracy zajmuje mi około 20 minut, więc tyle ile miałam do szkoły. Jeśli chodzi o mój codzienny makijaż, który robię po za pracą np. na wyjścia ze znajomymi, czy do szkoły to jest on bardzo mocny, opisywałam go w poprzedniej rutynie, czyli dawno, ale on się nic nie zmienił przez ten czas, mój codzienny makijaż ten mocny też można znaleźć w poście z zeszłego roku o moich stylizacjach na sezon jesienno zimowy o ile się nie mylę oraz na moich zdjęciach na instagramie, czy facebooku. Jest on po prostu wzbogacony o rozświetlacz, mocne kreski na górnej powiece i grube kreski na dolnej oraz o kreskę w wewnętrznym kąciku oka.

Jest to typowy makijaż j-rockowy tylko ja nie doczepiam rzęs - no może czasami i nie maluję dolnych rzęs.
Przychodzę z pracy też różnie, ale nie później niż po 19.00. Od razu po przyjściu zaparzam sobie zieloną herbatę z dodatkiem imbiru, miodu i cytryny. Zjadam obiado-kolację i odpoczywam sobie z godzinkę może trochę krócej. Podczas tej chwili odpoczynku oprócz picia mojej ukochanej herbaty, czytam, rysuję lub oglądam sobie telewizję z rodzicami (nie przepadam za telewizją, ale czasami mi się zdarza oglądać, przeważnie oglądam filmy i seriale w internecie). Po chwili relaksu wracam do ciężkiej pracy - czas na trening. Od prawie roku albo i dłużej ćwiczę w domu  codziennie oprócz weekendu. Mój plan treningowy wygląda tak ;
W poniedziałki, środy i piątki robię sobie cardio i wybrane partie mięśni. To zajmuje mi około godziny, a późnij robię sobie 30 minut - 40 minut zumby.
We wtorki i czwartki robię sobe lżejsze treningi po 30 minut i później idę biegać. Treaz zimą robię tak od 3-5 km.
Kończąc trening jest przeważnie godzina 21.00 lub trochę po, więc od razu idę pod prysznic.
Zacznę od demakijażu, który wykonuję przed treningiem, bo tak w makijażu nie wyobrażam sobie treningu. Zaczynam od zmyciu oczu płynem micelarnym - green pharmacy, a później olejem kokosowym, który sobie odłożyłam do pojemnika po kremie z ziaji zmywam całą resztę makijażu i czekam chwilę, aż olej zacznie działać, wtedy przecieram twarz mokrymi chusteczkami. Kiedy już idę się myć po treningu to zaczynam od umycia buzi żelem Bioliq, a później oczyszczam cerę dodatkowo peelingiem Nivea. Pryskam twarz tonikiem i myję ząbki, a później wskakuję pod prysznic. Po umyciu się i wymasowaniu całego ciała specjalną szczotką zawijam włosy w ręcznik i przecieram twarz wodą różaną. Wycieram się dokładni, a woda różana w międzyczasie ładnie się wchłania. Nakładam maść cynkową wymieszaną z olejkiem z drzewa herbacianego i smaruję całe ciało balsamami soraya z serii modelującej ciało. Potem ubieram piżamkę i smaruję kremem usta i wklepuję żel pod oczy. Na koniec smaruję twarz kremem przeciwzmarszczkowym i pryskam włosy odżywką.


Po wyjściu z łazienki zjadam jakąś lekką kolację i piję aromatyczną herbatkę - aktualnie moim smakiem teraz jest herbatka o bardzo fajnej nazwie "noc wigilijna". Po wypiciu herbatki jest już godzina 22 i o tej porze zabieram się za naukę i robienie prac na studia, ale staram się nie roić tego dłużej niż 30 minut, bo po prostu o tej porze i tak nie mogę się na niczym więcej skupić tylko na myśli o śnie i odpoczynku, ale czasami muszę poświęcić na to więcej czasu. Jeszcze przed 23.00 zdążę obejrzeć jeden odc anime lub coś na yt i dopiero o 23.00 się kładę. Do 23.30 przeglądam moje sociel media, odkładam telefon i idę spać.

Czym się różni moja rutyna jak jadę na studia ? tym, że jedzenie szykuję sobie dzień wcześniej żeby nie wstawać o 4.00 bo na uczelni muszę być o 7.30, a że trasa do szkoły zajmuje mi godzinę to sami rozumiecie. Wszystko wygląda podobnie, ale nie mam czasu na czytanie rano, czy spacer z psem, po prostu wstaję, jem, ogarniam się i wychodzę. Wstaję po 5.00, a o 6.30 wyjeżdżam. Wracam o 19.30, więc o 20.30 jestem na przystanku w moim mieście, a koło 21.00 jestem w domu. Jem, kąpię się i od razu idę spać. W niedzielę tak samo.

W piątki moja rutyna zarówno poranna jak i wieczorna jest lekko urozmaicona i nie ważne czy mam wolne, czy nie, zawsze w piątki robię sobie tak zwane "domowe SPA ", czyli po prostu robię sobie "zabiegi kosmetyczne", których w tygodniu nie wykonuję. Sam poranek wygląda tak samo jak w zwykły dzień jednak po śniadaniu idę umyć sobie buzię pianką z hada labo i robię sobie saunę parową twarzy - wytrzymuję 5 minut. Po saunie robię sobie peeling z nivei - tak jak każdego wieczoru tylko w piątki robię to rano, żeby oczyścić rozszerzone pory, które się rozszerzają pod wpływem gorącej pary wodnej, tylko tym razem zostawiam ten peeling jako maseczkę na kilka minut w tym czasie dojadam śniadanie albo dopijam herbatę (wszystko robię tak żeby nie marnować czasu). Jeśli idę do pracy to robię wszystko szybciej i między zabiegami robię coś dodatkowo, a jeśli mam wolne to po prostu wtedy się relaksuję totalnie i odpoczywam tak jak to powinno wyglądać. Po zmyciu peelingu, robię sobie maseczkę i tutaj mam 4 do wyboru - staram się co tydzień robić inną. Po nałożeniu maseczki, biorę się za sprzątanie w pokoju (układanie, zamiatanie, wycieranie kurzy). Po sprzątaniu zmywam maseczkę, pryskam twarz tonikiem, myję zęby, smaruje twarz kremem, ubieram się, nakładam maść, robię makijaż i wychodzę najpierw z psem, a później do pracy. Jeśli mam wolne to do momentu wychodzę z psem jest tak samo tylko jeszcze trzeba makijaż wykreślić. Zależnie też od tego czy mam wolne, czy nie jest to, czy kolejny zabieg wykonuję rano, czy wieczorem. Kąpiel stóp. Ciepła woda, aromatyczne olejki i pełen relaks, uwielbiam to. Wiadome o stopy też trzeba zadbać.
Wieczorna rutyna w piątki wzbogacona jest o dodatkową pielęgnację włosów. Wtedy nakładam maskę na włosy i dodatkowo używam olejków. W mojej rutynie nie ma za bardzo różnic między dniem pracującym, a wolnym, po prostu jak mam wolne to wstaję tylko godzinkę później, czyli o 8.00 no i dodatkowo mam więcej czasu na relaks typu granie, oglądanie anime, czy filmów. Teraz sobie postanowiłam jeszcze dodatkowo, że mój wolny dzień - jeden w tygodniu przeznaczę na trening i relaks na basenie. Post może lekko chaotyczny, ale inaczej się tego opisać nie dało i tak już pisałam go kilka dni, bo z czasem lipa, tym bardziej, że w końcu po długim czasie miałam okazję spędzić kilka dni z chłopakiem, więc starałam się i trochę pisać ten post i trochę spędzać z nim czasu, a do tego jeszcze się uczyć, bo w sobotę kolokwium z towaroznawstwa, mamy piątek, a ja umiem zaledwie połowę.

You Might Also Like

8 komentarze

  1. To bardzo ciekawe. Niestety spanie w maseczce nie jest dla mnie.
    Odwdzięczam się za każdy szczery komentarz i stałą obserwację.
    Pozdrawiam,annnathalie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślałam dopóki nie spróbowałam :)

      Usuń
  2. Ja akurat potrafie ćwiczyć w makijażu :D
    bardzo fajny post :)

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jest to niewygodne i uważam to za niehigieniczne i niezdrowe

      Usuń
  3. Świetny post, bardzo ciekawie i dokładnie to wszystko opisałas <3
    Zapraszam do mnie
    weerka-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz dużo kosmetyków pielęgnacyjnych o których słyszałam dobre komentarze i powiem szczerze ,że szykuję się na ich spróbowanie c: Obserwuję i mam nadzieję ,że również zaobserwujesz mojego bloga: iobiektywwsercu.blogspot.com. Pozdrawiam cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze uważam, że testowanie kosmetyków tovfajna sprawa, bo tak naprawdę bez testowania nie dowiemy się co jest dla nas dobre ;) ja również pozdrawiam <3

      Usuń